Harmonia
Harmonia to najprościej mówiąc akordy, czyli współbrzmienia w utworze.
Harmonia funkcyjna
Najbliższa nam jest harmonia tonalna, nazywana często funkcyjną albo po prostu dur-moll. Wykształciła się w baroku i kwitła sobie aż do dojrzałego romantyzmu. W kulturze Zachodniej obecna jest nie tylko w muzyce poważnej, ale niemal wszędzie – piosenki popularne są oparte głównie na systemie dur-moll.
Nazwa harmonia funkcyjna pochodzi od relacji pomiędzy akordami zbudowanymi na kolejnych stopniach gamy. Każdy z nich ma swoją funkcję. Akord na I stopniu to tonika, na IV stopniu to subdominanta, a na V stopniu to dominanta.
Prościej? Wyobraź sobie, że grasz piosenkę w tonacji C-dur. Do zharmonizowania (czyli akompaniamentu) używasz akordów C-dur, F-dur i G-dur. Są to trzy trójdźwięki triady – tonika, subdominanta i dominanta. Dominanta tworzy największe napięcie i musi się rozwiązać na tonikę. Dlatego po G-dur aż korci nas, żeby zagrać C-dur. Oczywiście poza akordami triady mamy też akordy poboczne. Akordy gamowłaściwe to takie, które zbudowane są tylko i wyłącznie z dźwięków gamy, w której jesteśmy.
Harmonia modalna
Przed wykształceniem się systemu dur-moll, w epoce średniowiecza i renesansu muzyka była oparta na skalach innych niż durowa i molowa. Były to skale kościelne: dorycka, frygijska, lidyjska albo miksolidyjska. Taką harmonię nazywamy harmonią modalną.
Współbrzmienia, które powstawały w wyniku wykorzystania skal modalnych nie łączyły się ze sobą tak ściśle, jak w harmonii funkcyjnej. W tamtej epoce nie myślano o akordzie, a raczej o prowadzeniu poszczególnych głosów tak, żeby przeważały konsonanse (dobre współbrzmienia), a dysonanse zawsze znajdowały rozwiązanie. Harmonię modalną możecie usłyszeć w średniowiecznym utworze dwugłosowym, trzygłosowym utworze Magnificat Mikołaja z Radomia, opartym o technikę fauxbourdon, oraz renesansowej, sześciogłosowej mszy Palestriny.
Harmonia atonalna
Po harmonii tonalnej (czyli pod koniec romantyzmu i na początku XX wieku) kompozytorzy zaszaleli. Tak bardzo kombinowali z tymi dodatkowymi akordami w systemie dur moll, że ten system im się zawiesił. Igor Strawiński na przykład nakładał na siebie akordy z dwóch tonacji. Aleksander Scriabin stwierdził, że zamiast z tercji, akord będzie się składał z kwart. Claude Debussy wymyślił, że harmonia modalna wcale nie była taka zła i trzeba znowu korzystać z różnych skal – tym razem z pentatoniki (skali pięciostopniowej) czy skali całotonowej.
Aż w pewnym momencie pojawił się Arnold Schönberg, który stwierdził, że wymyśli muzykę od nowa. Wymyślił system, w którym podstawę do współbrzmień stanowi wszystkie 12 dźwięków. Każdy z nich jest tak samo ważny, nie ma czegoś takiego jak tonika. System Schönberga od ilości dźwięków nazwano dodekafonią, a harmonię, w której nie ma toniki – czyli dźwięku wokół którego wszystko się kręci – harmonią atonalną.
